środa, 21 stycznia 2015

Rozdział dziewiąty.

Mały powrót. Powiedźcie coś bo odejdę.

To na prawdę nie było tak, że Harry nienawidził każdego, kto odezwał się do Louisa. Po prostu nie był zadowolony, kiedy ten opowiadał o swoim nowym koledze, okej? Zwłaszcza, iż ta kurwa ośmiela się przynosić jebany kwiatek do jebanej pracy dla cudownego Louisa. Znają się trzy dni a ten, Liam jak mniemam, przynosi mu zwiędłe chwasty. Z przekąsem słuchał chłopaka o tych nieciekawych opowieściach. Ale to był jego mały kwiatuszek, więc nastawiał ucha. Zayn twierdził, że jest zazdrosnym kutasem, ale kto by przejmował się zdaniem takiego idioty. Wcale nie był chamski, grzecznie odpowiadał a to, a co wyrażała jego mina nikt nic nie poradzi. Jechał do młodszego, by spędzić czas z nim a nie na rozmyślalniach, jak rozkwasi gębę nieznajomego.

- Harry, kontaktujesz? - głos Jareda wyrwał go z otępienia. Z kolorowych kart przerzucił wzrok na przyjaciela. Jego baczne, brązowe oczy z domieszką zieleni śledziły jego zachowanie, od kiedy Styles przekroczył próg jego drzwi.

- Louis. - miękki ton głosu zagłuszył łykiem alkoholu, sycząc po tym i odstawiając szklankę na blat. Spojrzał na bursztynową barwę cieczy, w której odbijał się złoty blask padający z lamp. To imię dawało Jaredowi wielką podpowiedź, więc jedynie pokiwał głową. - Posprzeczaliśmy się o kogoś. - dodał. Wiedział, że nie narzucał się przyjacielowi mówiąc o tych rzeczach. Żadko rozmawiał z kimś o tym co czuje.

Jest coś, co jeszcze o Harry'm nie wiecie.

*:・✧*:・✧

Kiedy wrócił do swojego mieszkania, zegar wskazywał późną godzinę nocną, o której dzieci powinny spać. Zrzucił niedbale bluzę na wieszak, udając się prosto do łazienki. Jasne światło nieprzyjemnie podrażniło jego oczy. Podszedł do umywalki, puścił letnią wodę, po chwili wsadzając pod nią dłonie. Nieskazitelnie czysta woda spływała z jego skóry, odmieniając swą barwę na brudną, czerwoną. Krew obca znikała z jego dłoni, pozastawiając po sobie jedynie namiastkę wspomnienia.

*:・✧*:・✧

W powietrzu wisiało niewypowiedziane słowo, zwiastujące namacalną katastrofę. Burzę, którą nikt nie będzie w stanie zatrzymać. Zmiany, niszczące resztkę tego, co dobre. Co udało nam się zatrzymać. Wszyscy w pomieszczeniu zajmowali swoje miejsca, stojące czy też siedzące. Zerkali na siebie, ale brakło im słów. W głowie możemy powiedzieć wiele, ale na głos nam to nie wychodzi.

- Wyprowadzam się. - pierwszy grzmot. Głośny, nieznośny dźwięk. Błysk. Światło zagłady.

- Zostawiasz mnie samego w jednorodzinnym domku? - drugi cios. - Jak samemu mam płacić czynsz, Julie? Sprowadziłaś mnie a teraz zostawiasz? - Louis był/jest perełką. Ale każdy ideał jednak nim nie jest. Dziewczyna spojrzała na niego zmieszana, po czym wzruszyła ramionami.

- Możecie sprzedać te mieszkanie a Lo... - zasugerował Zayn, gdy nadszedł najgłośniejszy ze wszystkich grzmotów.

- Możesz wprowadzić się do mnie. - kilka słów. Błąd. Odwracalny? Zielone oczy kamiennie spojrzały na ludzi, które myślą, że znają. Nim spoczęły na tej jedynej, nadszedł zwrot akcji.

- Nie dzięki. - odmowa Tomlinsona wprowadziła w zmieszanie. Jedynie nie jedną osobę. Harry'ego. Nie wszystkiego się spodziewamy. Nie na wszystko jesteśmy przygotowani. Może jednak. Czasami istnieją wyjątki.

- Kółko tematyczne skończone? - odpowiedzi brak. Czasami ich nam brakuje. Tutaj jednak jest omijana.

- Gdzie idziesz, Harry? - trzask. Koniec pierwszej wichury.  Drzwi zamknięte, temat zdeptany.

*:・✧*:・✧

Niewyspane dusze błąkające się po mieszkaniu. Długie sygnały nieodebranych wiadomości. Przekleństwa w każdym pomieszczeniu.

- Gdzie on do cholery jest?! - to już nie było zabawne. Wrzask Zayna był wściekły, zdeterminowany, wykończony. Trzask. Samochodowy alarm. Nadchodziła odpowiedź.

- Ktoś rozpierdala nam samochód! - ogłosił Niall, wysuwając na stopy trampki. Gmar rozniósł się po mieszkaniu. Każdy wybiegł przed dom, niedowierzając widokom. Dyszał. Furia rozchodziła się po jego żyłach. Krew. Szkła. Harry z urywanym oddechem wpatrywał się w tylną szybę swojego auta. Widział odbicie prawdziwej strony człowieka. Potwora. Zły widok. Musiał zniknąć. Nie zastanawiał się. Było w ogóle nad czym? Jedno uderzenie. Głośne rozbicie szkła rozniosło się w tle nadal drażniącego alarmu. Emocje nie uszły. Nic nie było w stanie okiełznać potwora. Musiało się stać coś jeszcze. I nie chodzi tu o rozbicie szyby. Zayn wraz z Niallem rzucili się na przyjaciela. Mocnymi szarpnięciami odsuwali niestawiające się ciało. Poddał się.


ilość słów: 658

4 komentarze:

  1. nie odchodź!
    i jak ci już mówiłam to rozdział za krótki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    i zbyt smutny XDD
    następny dłuższy i szybciej!
    twoja Karolcia ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przedmówcą!!! �� nie możesz odejść, nie teraz! Ja wciąż chce wiedzieć co będzie dalej ;o (miej wzgląd na wiernych czytelników :<) czekam na dalszy rozwój wypadków i liczę na kolejny rozdział już niedługo ;) @EFlegiel <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie odchoc omg,tesknilam za tym ff i bardzo chce przeczytac go do konca x rozdzial smutny i ten szał Harrego. Cudnie opisujesz emocje i chcę dalej czytac twoje dziela xx pozdrawiam i czekam na kolejny xx @Larreh3

    OdpowiedzUsuń
  4. Tęskniłam za Tobą i tym ff ;-; Jeju ❤Mimo że rozdział jest krótki, to świetnie napisany i podoba mi się ten sposób narracji! @Larry_xx69

    OdpowiedzUsuń