czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział drugi.

Trochę zmęczony podróżowaniem pociągami, autobusami i tramwajami siedziałem na jednym z przystanków metra, czekając aż Julie po mnie przyjedzie. Z słuchawek wylatywała piosenka mojego ulubionego zespołu, kojąc moje zmysły. Przymknąłem lekko powieki opierając głowę na swoim ramieniu i wsłuchiwałem się w słowa utworu, które znam na pamięć. Mruczałem cichutko tekst pod nosem, otworzyłem oczy rozglądając się dookoła. Niebo Londynu zapadło w sen, z nieba sypały się płatki śniegu a powietrze było zimne. Poprawiłem beanie na głowie, wzdychając cicho, tym samym wypuszczając z ust niewielki kłębek dymu. Odwróciłem głowę w kierunku schodów na most, świecąca lampa rzucała pomarańczowe promienie na chodnik. Przechodnie pojawiali się i znikali, tam gdzie jasna barwa nie sięgała swymi ramionami. Poderwałem trochę głowę do góry patrząc się na sufit przystanku, nic na brudnym daszku mnie nie zainteresowało, więc moje powieki ponownie zapadły w dół. Heart miała być przed czasem, co jest zabawne bo sam się spóźniłem a jej nadal nie ma. Gdyby się tutaj znajdowała to bym ją od razu zauważył, w tak zimną noc niewiele ludzi kręciło się czekając na swój odjazd. Trochę już rozdrażniony siedzeniem na niezbyt ciepłym i przyjemnym krzesełku wstałem z miejsca. Złapałem pasek od torby w dłoń a drugiej wysunąłem rączkę i ruszyłem do wyjścia z postoju. W minutę znalazłem się w centrum miasta, rozejrzałem się wokoło i jakby gwiazdka spadła mi z nieba, po drugiej stronie ulicy znajdował się miły oraz przytulny dla oka starbucks. Miałem ochotę na coś gorącego, więc ruszyłem w kierunku niewielkiego tłumu ludzi. Przystanąłem wraz z obcymi mi osobami, czekając aż pojawi się cholerne zielone światełko. Ręce już mnie bolały od trzymania w górze ciężkiego towaru, przeniosłem ciężkość ciała na prawą nogę i westchnąłem. Przeszedł mnie zimny dreszcz, który był tak samo lodowaty jak śnieg, który za pomocą jakiegoś idioty wdarł się za mój szalik i po mojej gorącej skórze właśnie leci w dół. Pisnąłem głośno i gwałtownie obróciłem się w kierunku palanta, który jakby nigdy nic uśmiechał się do mnie szeroko i kierował w moją stronę telefon. Osoba, która sprawiła, że moja koszulka jest teraz mokra uciekała w innym kierunku. Uniosłem wysoko brew do góry, chłopak podszedł do mnie i uniósł telefon w górę, na ekranie zobaczyłem nas obydwu. Wybuchłem śmiechem zwracając na siebie uwagę obcych ludzi. Patrzałem jak kończy nagrywać filmik i wrzuca go do internetu. Nie zwracałem mu uwagi, pewnie i tak by go nie usunął. Wziął z mojej ręki torbę, mimo ulgi chciałem ją odzyskać, ale odsunął ją od mojej dłoni. - Cześć, jestem Nash. - podał mi wolną dłoń, uścisnąłem ją i wywróciłem oczami.

- Louis. Zamierzasz mi jej teraz nie oddawać? - wskazałem na rzecz trzymaną przez niego. Wzruszył ramieniem i ruszyliśmy przez pasy, kiedy pojawiło się wymarzone dla każdego przechodnia światło. Dzięki temu chłopakowi zapomniałem, że w ogóle na nie czekałem. Jakby znał moje zamiary ruszył ku znanemu logo. Śnieg skrzypiał pod naszymi stopniami i ludzi, którzy obrali ten sam kierunek co my. Przetarłem palcami policzek, który pewnie od mrozu przybrał różowy kolor. Weszliśmy do środka, ciesząc się ciepłem jakie nas przywitało. Nawet o tej godzinie knajpka była trochę zatłoczona, na szczęście znajdowało się kilka wolnych miejsc, jeśli ludzie stojący przed nami w kolejce ich nie zajmą. Ściągnąłem rękawiczki i odwinąłem szalik, zostawiając go przewieszonego przez szyję. Zerknąłem na Nasha, który już zdążył nawet zdjąć płaszcz i stukał coś w ekran swojego iphonea. Czekając trochę więcej niż by się chciało wreszcie zetknąłem się z ladą i przywitałem z młodym mężczyzną.

- Dobry wieczór, poproszę hazelnut hot chocolate*. - uśmiechnąłem się do niego uprzejmie. Mój nowy kolega również złożył zamówienie na to co ja i po zapłaceniu odpowiedniej ceny odeszliśmy w bok. Po krótkiej rozmowie ja zasiadłem przy jednym z wolnych na szczęście stolików a on czekał na nasze zamówienia. Lekko się rozejrzałem, dawno tu nie byłem bo w Doncaster nie znajdę tego. Odwiesiłem płaszcz na krzesło, o które się oparłem i wyciągnąłem swoją komórkę. Żadnego nie odebranego połączenia czy oczekującej wiadomości. Trudno, skoro mnie olała to teraz będzie szukać. Wyciszyłem aparat bo nie mam w planach słuchać dźwięku dzwoniącego telefonu. Podziękowałem cicho Nashowi, gdy kubek z upragnioną czekoladą wylądował pod moim nosem. Teraz, gdy zasiadł naprzeciw mnie, przyjrzałem mu się. Pierwsze co we mnie uderzyło to wielkie, błękitne oczy. Bez wahania mogłem je porównać do letniego, bezchmurnego nieba. Były jaśniejsze i bardziej wyraźniejsze od moich. Kiedy uniósł na mnie wzrok szybko spuściłem głowę zainteresowany śmietanką zdobiącą mój napój.

*:・✧*:・✧

Rozmowa się rozkręciła i nawet wymieniliśmy się numerami, nie wiedziałem, że minęło nam aż półtorej godziny, póki pracownik kawiarni nie ogłosił zamknięcia za pięć minut. Spojrzałem na zegarek i aż zdziwiłem się na widniejącą tam godzinę 23:24. Nie śpiesząc się i przerywając tymczasowo rozmowę wstaliśmy ze swoich miejsc, lekko rozciągnąłem kończyny bo siedzenie dało o sobie znać. Nałożyłem na siebie ubranie, mentalnie i fizycznie przygotowując się na zimno, jakie drwi ze mnie czekając za szklanymi drzwiami starbucksa. Wsunąłem na głowę beanie, pewnie jeszcze bardziej robiąc z mojej fryzury bałagan. Szczelnie odizolowałem swoją szyję szalikiem, nakładając na dłonie ochronne i przydatne rękawiczki. Telefon schowałem do kieszeni, wziąłem ze sobą obie torby i żegnając pracowników opuściliśmy pomieszczenie. Jak myślałem, zimno od razu dorwało się do mojego rozgrzanego ciała, wprawiając mnie w drgawki. Równocześnie nienawidzę jak i kocham zimę. Koniec grudnia pokazuje kto tu rządzi.

Już naprawdę byłem zdenerwowany, kiedy wybiła godzina 00 a ja siedziałem z chłopakiem na dworze, a moja przyjaciółka nie dawała o sobie znać. Po co obiecuje mnie odebrać, kiedy ja już czekam dwie i pół godziny na jej przyjazd. Droga samochodem, jak sama mówiła, zajmuje 10 minut stąd. Zażenowany tą sytuacją poprosiłem chłopaka o podwózkę, jednak chwilę poczekaliśmy, bo zadzwonił do swojego przyjaciela. Niewiele, jak na te prawie trzy godziny, czasu później czarny samochód zaparkował dwa metry od nas. Drugi chłopak wysiadł z auta, przedstawiając się jako Cameron wpakował mój bagaż do środka. Razem z Nashem wpakowaliśmy się do ogrzanego wozu, przywitałem się i podałem adres Julie. Ja byłem nieśmiały w tej sytuacji, ale chłopaki kompletnie nic sobie z tego nie robili i prowadzili ze mną luźną rozmowę. Jakby codziennie była taka sytuacja, gdzie poznawali nowych ludzi. Polubiłem ich.

*:・✧*:・✧

Kompletnie wkurzony całą tą bajeczką waliłem pięściami w drzwi. Świetnie, ja kurwa jestem 3 godziny w innym miejscu niż powinienem a światła w salonie mojej psiapsiółeczki są zapalone. Śmiechy dobiegające z głębi w domu ucichły, gdy zrobiłem niezły hałas. Dwoje nowo poznanych ludzi stali za mną i śmiali się. Wywróciłem oczami wypuszczając powoli powietrze, by uspokoić swoje myśli. Odgarnąłem kilka kosmyków z czoła, które wyleciały z mojej czapki a ja nie miałem ochoty ponownie ich tam umieścić. Drzwi otworzył mi jakiś nieznajomy blondyn, spojrzałem na niego zdenerwowanym wzrokiem. Jego wyrażały zrozumienie i zakłopotanie, jakby wiedział kim jestem i o co chodzi.

- Julie?! Powiedz mi która jest godzina? - wydarł się stojąc w tym samym miejscu. Zmarszczyłem brwi robiąc się trochę zmieszany, że mnie nawet do środka nie wpuścił. W jego głosie usłyszałem wyraźny, irlandzki akcent ale angielski też miał w tym swoją rolę.

- 23 minuty po północy, a czego chcesz?! - do moich lekko zmarzniętych uszu doleciał delikatny głos mojej przyjaciółki, którą miałem ochotę powiesić na haku.

- Nie zapomniałaś odebrać kogoś ze stacji? Jest to chłopak, troszkę niski, ma niebieskie oczy i...

- O KURWA, LOUIS! O boże, jak ja mogłam zapomnieć, przecież on teraz jest na dworze od 3 godzin, mogło mu się coś sta... - wydzierała się przestraszona biegnąc do korytarza i o mało się nie wywalając.

- ...i właśnie stoi w twoim progu. - dokończył chłopak z chytrym uśmieszkiem, idąc sobie niewzruszony do salonu. Patrzałem się z politowaniem na dziewczynę, która w ułamku sekundy z bałaganu zmieniła się w smutną osobę. Podeszła do mnie i spojrzała zdziwiona w kierunku chłopaków.

- Co tu się szczerzycie? No już, wypierd... - przerwałem jej odpychając ją ręką od siebie.

- Zamknij się, gdyby nie oni marznąłbym na przystanku metra albo coś by mi się stało. - wszedłem do środka, zamknęła drzwi i spojrzała na mnie ze skruchą. Prychnąłem pod nosem rozbierając się, jeszcze tego brakowało by jeden z jej kolegów przyszedł mnie zdenerwować. Trochę mi światła zbrakło, gdy stanął obok mnie. Mruknąłem coś niemiłego w kierunku wszystkich, wziąłem torby w ręce i ruszyłem w kierunku pokoju. Na szczęście było jednopiętrowe, więc nie musiałem się wspinać po schodach.





*zostawiłam oryginalną nazwę znalezionej w google gorącej czekolady.
Ilość słów: 1369
Uwaga: Zmiana bohaterów - zamiast Lukea i Michaela jest Nash i Cameron.
Omg, jaki on długi hahahahah, ale taki obiecałam, czyż nie? Jeju, naprawdę nie spodziewałam się tylu komentarzy pod marną 1! Powitajmy kilkoro nowych czytelników. Zachęcam do dodawania się do obserwujących, opcję znajdziecie po prawej. Jestem w oczekiwaniu na zwiastun, ale będziemy musieli poczekać. Hm, co tu jeszcze dodać? Liczę na wasze piękne, troszkę dłuższe, komentarze kochani! x Nie wiem kiedy kolejny, ale już go planuję.

12 komentarzy:

  1. niezłe sie zapowiada, będę czytac!!

    OdpowiedzUsuń
  2. jest naprawdę niezły,masz talent! czekam na więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest świetne :) bardzo wciągające jak na drugi rozdział x
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny tak jak zawsze.Fajnie się czyta twoje opowiadanie i dziękuje za tak długi rozdział i o boże jest Nash i Cameron czego chcieć więcej? Czekam na następny xx @SUPERMEAAAN.

    OdpowiedzUsuń
  5. no zaskoczyłaś mnie :D
    w Starbucksie myślałam, że pozna Harry'ego za ladą, ale nie :P
    czekam na następny x // @boobmixer_

    OdpowiedzUsuń
  6. yup o super rozdział. Powiem, że cała sprawa mnie nieco rozbawiła. A nowe imiona zamiast innych też są super. Ostatnio się rozpisałam i troszkę namieszałam więc przepraszam i czekam na rozdział misiek :)

    @niewidoczna_

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się, że zamieniłaś chłopaków na Nasha i Cama :D znaczy się, jestem w 5SOSFam, ale jakoś Cash lepiej mi tu pasuje
    czekam na kolejny rozdział (wiem, że to szybko, ale co tam haha) x

    OdpowiedzUsuń
  8. No więc czekam na kolejny xx zapowiada się ciekawie x

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak na razie nie mogę ocenić fabuły, bo to dopiero 2 rozdział, ale podoba mi się Twój styl pisania, to że nic nie dzieje się za szybko (w niektórych ff w 2 rozdziale już wskakują sobie do łóżka ;_;) i nie piszesz z błędami, przynajmniej nie widziałam takich :)
    Mam prośbę, możesz ustawić wersję na mobilny, bo niewygodnie się czyta na telefonie w wersji na komputer.
    Czekam na następny,
    @JaZiemniak_

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozostaje mi teraz tylko czekać na kolejny rozdział!
    Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Dodatkowe plusy za śnieg (haha) oraz za Nasha i Camerona :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem Ci, że cały ten opis jak ze stacji metra szedł do Starbucks kojarzył mi się z Piccadilly Circus w Londynie :D czytając to czułam się jakbym tamtędy szła :D ah chętnie wróciłabym do Anglii ;c

    OdpowiedzUsuń