- Możemy porozmawiać? - niebieskooki zmarszczył brwi, doprowadzając swoje oczy do końca rozdziału książki. Włożył zakładkę ze zdjęcia między strony i położył ją na okrytych kolanach. Zwrócił się do swojego rozmówcy. - Więc, co tam u ciebie i Harry'ego?
- Dziwne pytanie, ale cóż - odchrząknął - sądzę, że dobrze. Dlaczego pytasz? - przyjrzał mu się uważnie.
- Musze ci powiedzieć jedno o Harry'm. Tak jakby... on jest despotyczny. Nie w najgorszym stopniu, lecz ma w sobie siłę dominacji, tak? W stosunku do ciebie taki nie będzie z powodów "emocjonalnych" jak i z hamowania. Wiem doskonale, że jak coś mu się nie spodoba to ci to powie wprost, aczkolwiek u ciebie się zgodzi. Wypowiedziałem kilka zdań a mogłem już je pomieszać. Więc... możesz to odebrać jako ostrzeżenie, jakkolwiek chcesz. Po prostu z góry mówię ci, że nie przestrasz się, jak wybuchnie. Nie wiesz o nim tak wiele jak ja, ale przyjrzyj się dokładnie. Hamowanie ma opanowane, ale każdy czasami je traci. Niewiele pomyśli i może powiedzieć coś nieprzyjemnego. To... jak coś zauważysz, możesz mi powiedzieć, okej? Nikt z nas nie chce, by drugiemu się coś stało. - wstając z miejsca, opuścił salon zostawiając chłopaka samego.
*:・✧*:・✧
- Hej ho do pracy by się szło... lalalala. - głos starszego rozległ się po kuchni. Louis wywracając oczami odwrócił się do niego, trzymając nóż w ręce. - Wybacz, nie będę śpiewał! Co tutaj tak jebie?
- Ryba w śmietanie z cebulką i pomidorami. - zmarszczony nos Harry'ego wskazywał, że składniki nie przypadły mu do gustu.
- Cuchnie - uchylił okno, wpuszczając, jak dla niego, trochę świeżego powietrza. - Poza tym nie mamy czasu na jedzenie złotko.
- Niby to z jakiej racji odbierasz mi porę obiadową?
- Dowiesz się później, chodź. - pociągnął Louisa za sobą do hallu.
- Ale daj mi chociaż pochować to do lodówki!
- Nope.
*:・✧*:・✧
- Loueh, wyglądasz jak małe, naburmuszone dziecko. - rzucił do przyjaciela, wlekącego się za nim. Zgarnął czerwony, plastikowy koszyk, by po chwili znaleźć się między alejkami.
- Jestem przez ciebie głodny. - odburknął, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Poza tym po co jesteśmy w sklepie?
- Jak już nalegasz, to ci powiem. Dzisiaj Caroline ma urodziny, więc przygotujemy jej małą niespodziankę. - Louis zastanawiając się, jak mógł zapomnieć, że dzisiaj 11 kwietnia, wpadł na małą dziewczynkę. Szczęśliwie zielonooki w porę ją przytulił ramieniem i postawił w pionie. Chodź mała była, rzuciła Tomlinsonowi spojrzenie mogące zabijać i pobiegła dalej marząc o różowej łące. Styles spojrzał na młodszego i roześmiał się, idąc dalej. Mijająca kolejna minuta pozwoliła im na znalezienie tego, co było taką wielką tajemnicą. Stoisko z wielokolorowymi balonami było... zbyt kolorowe. - Wreszcie. - mruknął, bez ogródek pakując cały koszyk w barwne zabaweczki.
- Miłego dmuchania, chyba, że zapas na kilka lat robisz. - drażnił się Louis, patrząc jak rośnie góra w ich sklepowym koszyku. - Twoje zamiary są chyba odległe od "Caroline nadmuchałem dla ciebie kilka balonów! Szczęśliwego dnia!". Raczej "miłego sprzątania". - kiedy wreszcie dłoń chłopaka nie zanurzała się w kuble, podszedł do niego bliżej. Miłe zaskoczenie, gdy został objęty ramieniem i przysunięty do ciepłego ciała. Chętnie się wtulił, kierując się w kierunku kas. - Zastanawiam się jak one to naliczą.
- To leży w ich interesie, ja nie wybrałem sobie takiej pracy. - wzruszył ramieniem, stając w "na szczęście" niewielkiej kolejce. Wraz z nadejściem ich kolei kasjerka zmarszczyła brwi, gdy Harry postawił przed nią koszyk. Wyraz mówił nic innego jak "powodzenia".
*:・✧*:・✧
- Wszystkiego najlepszego!! - dwójka wydarła się, kiedy w ledwo oświetlonym salonie pojawiła się solenizantka z Zaynem. Mężczyzna zapalił światło, zastając przyjaciół pośród setki balonów. Wiele z helem poprzyczepiane było do wszystkich możliwych przedmiotach w domu, lampa obok kanapy ledwo dotykała ziemi. Na dodatek podłogi widać nie było, kiedy kolorowe kule zasypywały panele. Blondynka roześmiała się, odkopując sobie drogę do kanapy. Jej niedługa, czarna suknia pokazywała idealnie jej zgrabną sylwetkę. Wysokie szpilki stukały w podłogę przy każdym jej kroku. Złote pasma włosów były zakręcone, co było dziwnym widokiem dla Louisa.
- Widzę, że urodzinowa randka udana. - Harry klapnął sobie obok przyjaciółki, która mocowała się z paskiem przy bucie. Spojrzał w kierunku nadal stojącego Tomlinsona. Myśli na słowa Malika się oddzieliły, został tylko ten mały pączuś. Jego niewielkie ciało, zgrabny tyłek, małe dłonie, urocze kurze łapki przy każdym uśmiechu w kącikach oczu, które swoją drogą również przyciągają go jak magnes. Gdyby to wszystko było takie łatwe.
*:・✧*:・✧
Dzwoneczek nad moją głową wydobywa z siebie cichą melodię, która w opustoszałym pomieszczeniu brzmi jak gong rozpoczynający walkę. Rozglądam się krótko po wnętrzu, dostrzegając przy stoliku typowo brytyjskiego starca, czytającego gazetę. Najnowsze plotki z samego rana przy szklance herbaty - życie pełne przygód. Śmieję się cicho, nie zwracając na siebie uwagi jedynej żywej duszy. By nie zaspać na wykładach potrzebuję kawy. Podchodzę wolnym krokiem do kasy.
- Jest tu ktoś? - słyszę własny głos zanim jestem w stanie to zarejestrować. W mgnieniu oka wychyla się głowa zza drzwi. Przy tym jakże gwałtownym ruchu przydługie włosy, które wyglądają na zbyt miękkie, wyruszają w pogoń na wszystkie strony.
- Uh, tak tak. J-ja... - nie wiem czy mówił to do mnie, czy do telefonu, który trzymał w dłoni. Gdy cały pojawił się przede mną, nie trudno było oszacować, że jest... mały. Tak, po prostu mały. - Muszę kończyć. Pap. Aw. Okay. Mhm. Pa. - odpowiedź z drugiej strony nie dociera do mnie, ale musiała być satysfakcjonująca. Zarumienił się i uśmiechnął. Odłożył telefon pod blat i podniósł wzrok. Cholera. - Przepraszam, wyszedłem na rozmowę a jest tutaj tylko ten pan. Sądzę, że nie jest zbyt szkodliwy i... - zaciął mi się film, jakbym był pijany. Zamiast wsłuchiwać się w jego słowa, patrzałem na ruch warg. Różowe, wąskie i kuszące. Delikatnie zaokrąglone policzki, pokryte znikającym różem. Mały nosek, lekko zadarty do góry. Myślę, że niebieski to od dzisiaj mój ulubiony kolor. Jak na płeć męską miał długie rzęsy. Wspomniane włosy w ciemnym, karmelowym odcieniu z bliska wyglądały na jeszcze bardziej puszyste. Koszulka widocznie nie była jego rozmiaru. Zwykła, biała z rysowanymi dłońmi, lekko zawinięta w rękawach. Reszta zasłaniała mi lada. - Więc to koniec mojej historii. Co podać? - wyrwał mnie z jakiegoś nieokreślonego transu. Spojrzałem bardziej obecnym wzrokiem, serce mi zatłukło. Był piękny.
- Mocna kawa z dwoma kostkami, muszę żyć na wykładach. - nie wiem dlaczego wypowiedziałem drugie zdanie. Jakbym chciał mu powiedzieć więcej o sobie. Niedoczekanie twoje, koleś. Skarciłem się i zaobserwowałem jak podchodzi do urządzenia. Po chwili postawił przede mną kubek. Wyciągnąłem dziesięć funtów, odzyskałem resztę. - Jak masz na imię?
- Louis. - wyciągnął do mnie rękę. Podałem mu i lekko uścisnąłem. Była mała i ciepła.
- Liam. Liam Payne.
*:・✧*:・✧
ilość słów :1209
Jezus nie pisałam nic miesiąc i wstawiam takie gówno, przepraszam.
Jezus nie pisałam nic miesiąc i wstawiam takie gówno, przepraszam.
moje urodzinki :D
OdpowiedzUsuńdlaczego śmieszy mnie "Była mała i ciepła."? XDD
w końcuuuu się doczekałam!
taaaaaak!
weny ;)
@bromalikx
podoba mi się :))
OdpowiedzUsuń@syla200
Omg Liam się zakochał *o* wcale nie gówno, jest ekstra ;3. Btw, dodaje dziś kom, bo wczoraj byłam u okulisty zanim skończyłam czytać rozdział i jak okulistka zakropliła mi jakieś krople, to z bliska kompletnie nic nie widziałam ;-; tak więc piszę dzisiaj xx z niecierpliwością czekam na następny xxx @EFlegiel
OdpowiedzUsuńo boze jestem taka głupia hahahaahaha już tłumaczę ten moj przypał,damn. Czytalam jakiegos tam one shota i przyszlo powiadomienie ze jest nowy rozdzial. No i ja oczywiscie ngly podjar i nawet nie zauwazylam ze to ten stary hahahah jezu ale przypał i jeszcze skomentowalam.to ponownie i nie zauwazylam ze juz to kiedys tam zrbilam hah mozg rozjebany xd ale serio glupio mi xd Ale troche mialam tam jakies przeblyski ale nie zwrocilam uwagi xd jezu przepraszam co do rozdzialu jest swietny x uwielbiam larrego tutaj x czekam na kolejny x hahaha o boze @Larreh3
OdpowiedzUsuń