louis.
Gdyby ktoś powiedziałby mi, że pod koniec lutego (gdzie trwa jeszcze zima), pójdę na randkę, zaśmiałbym się. A teraz? Stoję przed lustrem Julie, poprawiając swoje włosy, a lekkie dygotanie rąk utrudnia mi to zadanie. Mam ochotę zaśmiać się z samego siebie, ale mi to nie wychodzi. Ze zdenerwowania mam zaciśnięte gardło, a struny odmawiają posłuszeństwa. To jakbyś próbował grać na gitarze, ale mimo prób nie wydobywa się żaden dźwięk. Jedynie pusta melodia, uderzanych palców w drewno. Cisza. Zatrzymuję zsuwający się z mojego ramienia karmelowy sweter. Jest gruby, ale za to bardzo milusi. Kazał ubrać mi się ciepło, więc tak zrobiłem. Zostawiam już biedną fryzurę w spokoju, poprawiając czarne oprawki na nosie. Nie zakładam dzisiaj soczewek, dam dzisiaj sobie z nimi spokój. Mam nadzieję, że go nie zawiodę. Bo nie zrobię tego, prawda? A może uzna mnie za idiotę? Jak się poniżę i się więcej do mnie nie odezwie. Boże, zachowuję się jak moja siostra. A to już bardziej świadczy o tym, jaki ze mnie bachor. Świetnie, jeszcze uzna mnie za dziecko.
Czytałem moją nową zdobycz, spod rąk R.P. Evans. Opowieść bardzo mnie wciągnęła, mimo, iż mogłem natknąć się na lepsze. Książka była niewielka, na druk nie ma co narzekać. No cóż, ja tak jakoś mam, że zwracam uwagę na wygląd. Nie zawsze, ale jednak. Gdy zerknąłem na moment do biblioteczki, znajdująca się kilka budynków od mojej pracy, wziąłem dwie. Na półce w sypialni czeka na mnie
Sekret Lillian autorstwa P.C. Henry. Tak, czasami zerknę na romansidła. Wyrwany z transu czytania uniosłem wzrok, słysząc pukanie do drzwi. Serce zastukało mi, tak bardzo podekscytowane, jak ja. Odłożyłem książkę, zaznaczając moje zakończenie długim prostokącikiem, złożonym z moich wspólnych zdjęć z Julie. Pamiętam, gdy udaliśmy się na komedię i po drodze była budka. Nie mogliśmy odmówić. Wstałem pośpiesznie z miejsca, wręcz w podskokach docierając do drzwi. Zerknąłem na siebie w lustrze, znajdujący się na prawo od drzwi. Okej, jestem gotowy. Powoli, by nie pomyślał sobie, że mi aż tak bardzo zależy, jakbym stał pod drzwiami, nacisnąłem na srebrną klamkę. Zamek, ustępując mi, zezwolił na otworzenie wejścia. Wiedziałem, że wstrzymam oddech jak tylko go zobaczę. I tak się stało, typowe. Zagryzłem leciutko wargę patrząc na niego troszkę z dołu. Piękny, jak zawsze. Nie wiem, kiedy moje myśli zabłądziły na ten temat. A mieliśmy być tylko przyjaciółmi. Dzisiaj zobaczymy co będzie dalej. Delikatny puch osadził się na jego włosach, a mi tylko pozostało trzymać ręce przy sobie, by nie dotknąć jego włosów. Wpuściłem go do środka, nie spuszczając z niego wzroku. Wszedł pewnym krokiem na korytarz, najpierw trzepiąc buty na schodkach. Zamknąłem wejście do mieszkania i odwróciłem się do niego.
- Hej, kwiatuszku. - przywitał się ze mną, gdy ja po raz kolejny zarumieniłem się.
- Hej. - wymruczałem poprawiając lekko zsuwające się oprawki. Zapadła między nami cisza, ale taka dobra. Nie wiedząc kiedy, postawiłem trzy dzielące nas kroki. Położyłem leciutko ręce na jego torsie, po czym jadąc nimi do tyłu objąłem go pod płaszczem. Nie sprzeciwił się, uśmiech nie zszedł z jego twarzy, więc uznałem to za dobre. Oparłem czoło o jego jeszcze zimną koszulkę, nie przejmując się opadającymi na oczy włosami. Poczułem jego dłonie na moich plecach, które jeszcze bardziej mnie do niego przyciągnęły. Schowałem się w nich, nie uznając to za złe. Nic nie jest z nim złe. Uniosłem kąciki ust delikatnie ku górze, mogąc stać tak godzinami.
- Gotowy? - wyszeptał, pochylając się do mojego ucha. Pokiwałem głową, unosząc do góry głowę.
*:・✧*:・✧
Odwróciłem wzrok od przyciemnionej szyby, odwracając wzrok na moją randkę. Nadal nie wierzę, że zapytał się, czy się z nim umówię. Ja gdybym miał poprosić to bym spłonął, pod wpływem swojego ukochanego rumieńca. Z radia, które błyskało kolorowymi światłami w ciemnym samochodzie, wydobyła się piosenka Eda Sheerana. Lubiłem go, ma świetne utwory. Nie widząc w tym problemu, podgłośniłem, ale niewiele. Spojrzałem na spokojną twarz kierowcy, która oświetlona była niebieskim światełkiem. Przyglądałem mu się przez dłuższą chwilę. Odgarnięte do tyłu włosy, w niektórych miejscach jeszcze powykręcane. Wysokie czoło, pokryte kilkoma krostkami. Idealny dla mnie profil twarzy, zarysowane rysy policzkowe i różowe wargi, przez które mam przyjemne dreszcze, gdy stykają się z moją skórą. Nigdy jeszcze nie widziałem go bez koszulki, ale jego umięśnione ciało było widoczne, nawet pod ubraniami. Nie przesadnie szerokie ramiona, teraz pokryte jedynie białą koszulką. Dowiadując się, że droga zajmie nam mniej więcej trzy godziny, zdjęliśmy grubsze ubranie. Ogrzewanie dawało nam wystarczające ciepło, by nie odczuwać minusowej temperatury.
- Harry? - wyszeptałem, na tyle by rozniosło to się po samochodzie. Odwrócił na krótką chwilę głowę, lecz jego sekundowy wzrok mi wystarczał. Dostrzegłem ten butelkowy odcień zieleni. - Powiesz mi coś o swojej rodzinie? - kontynuowałem, wiedząc, że mnie słucha. Tekst piosenki rudowłosego piosenkarza zakończyła się, dzięki czemu było słychać tylko ledwie słyszalną pracę silnika. Trochę się zmieszałem, gdy nic nie odpowiedział. Przeniosłem wzrok na jego dłonie, które mocniej trzymały kierownicy. Poluzował uścisk, wiedząc, że patrzę się na jego reakcję.
- Co mogę ci powiedzieć? - zadał pytanie na pytanie, przerywając i bezpiecznie zakręcając na ostrym łuku. Co w zimę nie jest zbyt lubiane. - Mam siostrę, z którą nie rozmawiałem osiem lat. Moja matka jest teraz zapracowaną kobietą, więc nie ma czasu, by tu przylatywać. Z tatą mam dobre kontakty, od czasu do czasu odwiedzimy siebie wzajemnie. Typowa sytuacja, gdy rodzice mają za dużo pieniędzy w portfelu. - wzruszył ramieniem, jakby ta sprawa go kompletnie nie wzruszała.
- Masz im to za złe? - trochę głupio się poczułem, ale chciałem z nim na ten temat porozmawiać.
- Nie interesuje mnie ta sprawa, Louis. Nigdy jakoś mnie to nie wzruszyło. Moją rodziną jest Zayn, Niall, Caroline i Julie. - rzucił mi spojrzenie, po czym zaraz wrócił do drogi. Ten chłopak jest dla mnie jedną wielką zagadką. Nawet sięgałem źródłami do Heart, ale ta unikała tego tematu. Czując się źle, pochyliłem się w jego kierunku i złożyłem całusa na jego policzku. Byłem w tej pozycji dłużej, niż by trzeba, ale żaden z nas nie miał nic przeciwko.
*:・✧*:・✧
Po ubraniu się, wysiedliśmy z auta. Zamknąłem drzwi ze swojej strony i rozejrzałem się wokoło. Dotarliśmy na miejsce o wpół do siódmej, pół godziny przed porą naszej rezerwacji. Ale ciekawe na co. Harry utrzymał to w tajemnicy, bo to miała być dla mnie niespodzianka. Posłusznie schowałem ciekawość i ekscytację w sobie, nie męcząc go o tą wiadomość. Zajechaliśmy samochodem na niewielki zaorany plac, blisko oświetlonego centrum dla gości.
- Głodny? - zapytał, oplatając mnie łatwo ręką. Byłem dla niego jak jakaś nastoletnia dziewczyna, bo wzrostem nie górowałem.
- Tak. - odpowiedziałem w jego ramię, a raczej klatkę piersiową. To tak śmiesznie wyglądało, dosięgałem mu do pachy, czołem. Mógłby swobodnie opierać się o mnie. On jest za wielki, ja mam odpowiedni wzrost. Ruszyliśmy do niewielkiej restauracyjki, machając lekko złączonymi dłońmi. Już nie było mi w nią zimno.Weszliśmy do środka, rozkoszując się przyjemnym zapachem, jaki wisiał w pomieszczeniu. Dzwoneczek dał ponownie o sobie znać, kiedy Harry zamknął za nami drzwi. Wzrokiem znalazłem wolne miejsce, więc pociągnąłem go za sobą. Manewrowaliśmy chwilę między stolikami, uśmiechając się lekko do obcych ludzi. Stanąłem przy znalezionym przeze mnie stanowisku, ściągając z siebie zimową kurtkę. Reszty nie ubierałem, bo szliśmy ledwo minutę. Oklapłem na swoje miejsce, gdy Harry już zajął swoje. Nim mogliśmy rozpocząć jakikolwiek temat, podeszła do nas kobieta. Na plakietce widniało imię "Sophie". Przywitała się, recytując, pewnie wyuczoną już, mowę. Mieliśmy jedno menu, więc podałem je chłopakowi, licząc na jego wybór. Patrzałem na niego, ponownie badając jego twarz, kiedy przeglądał listę.
- To poproszę dwie porcje placków pita z sałatką z kurczaka, talerzyk ciasteczek z granoli oraz dwie gorące herbaty. - nie odrywając od niego wzorku, słyszałem tylko rozmowy i pisanie po kartce. Ściągnąłem okulary, które pod wpływem zmiennej temperatury zaparowały. Odłożyłem je na bok i potarłem oko.
Po zjedzonym, swoją drogą pysznym, posiłku Harry uregulował rachunek, na co niechętnie się zgodziłem. Dochodziła nasza godzina rezerwacji, więc bez ociągania się, w pełni się ubraliśmy i opuściliśmy pomieszczenie. Za cztery siódma weszliśmy do centrum dla gości. Odebraliśmy bilety, po czym przeszliśmy na patio za budynkiem. Górskie powietrze było przenikliwie chłodne, ponieważ temperatura spadła poniżej dziesięciu stopni.
Mężczyzna w filcowym kapeluszu kowbojskim z opaską za skóry grzechotnika, w kurtce ze skóry innego zwierzęcia oraz skórzanych ochraniaczach na spodniach i rękawicach stał obok długich sań z czarnego drewna, do których zaprzężono dwa masywne konie. Sanie wyposażono w cztery ławki a na przodzie wmontowane zostały reflektory.
- Nazywam się Robert - rzekł z innym akcentem, którego nie jestem w stanie rozpoznać. - Dzisiejszego wieczoru będę państwa woźnicą. Objedziemy kilka kawałków naszego terytorium, na pewno nie wszystkie. - zaśmiał się cicho, na co się uśmiechnąłem. - To przejażdżka przy świetle księżyca, a nie w porannych promieniach. - wraz z innymi przybyszami, zajęliśmy miejsca w saniach. Rozłożone na siedzeniach koce użyliśmy jako okrycia, będąc blisko siebie i zasłaniając się przed mrozem. Gdy Robert wydał z siebie okrzyk, rozkazujący ruszyć zwierzętom i szarpnął lejcami, potężne konie pociągnęły sanie po gładkiej, pokrytej śniegiem połaci, która rozciągała się przed nami niczym ogromne, oświetlone księżycowym blaskiem morze.
W czasie podróży kierownik opowiadał o historii, jaka tutaj krążyła. Odpowiadał na pytania zadawane przez ciekawe pary, jednak dla mnie to były jak rozmowy w odległym stoliku restauracji. Przeżywaliśmy tą wycieczkę po swojemu. Wtulałem się w jego rozgrzane ciało, obejmując go własnymi ramionami. Szeptaliśmy swoje słowa w nicość, śmialiśmy się cicho. To były jak tajemnice, które mogliśmy wiedzieć tylko my.
- Piękne - wyszeptał ponownie do mojego ucha. - Popatrz na gwiazdy, kruszynko. - Odchyliłem głowę, żeby im się przyjrzeć. Z daleka od świateł miasta gwiazdy były niezwykle dobrze widoczne, jasne i błyszczące. Wyglądały jakby ktoś staranie je polerował i powoli wieszał na ciemnym niebie, specjalnie dla nas. Dla tej chwili. Spojrzałem na jego piękną twarz, wsłuchując się w stukot końskich kopyt i szum sań gładko sunących po skrzypiącym śniegu. Powiewy wilgotnego wiatru mroziły mi twarz. Czułem się ogromnie szczęśliwy i bezpieczny - tu i teraz. Z nim.
Do końca wędrówki żadne z nas nie wypowiedziało ani słowa i wierzyłem, że to dlatego że słowa były zbyt nieporadne, by wyrazić to, co czuliśmy. Ciekawiło mnie, czy Harry czuje to samo co ja. Miałem nadzieję, że tak.
Po jakimś czasie można było dostrzec na horyzoncie światła centrum. Westchnąłem cichutko, tworząc niewielki kłębek pary. Moją uwagę odwrócił dotyk, który lekkim muśnięciem odgarnął mi włosy, wystające spod czapki. Odwróciłem głowę w stronę chłopaka, który powiódł palcem po moim policzku, wzdłuż kości szczękowej i zakończając na wargach. Delikatnie ujął obiema rękoma moją twarz, pochylając się lekko w moim kierunku. Wiedząc, co za chwilę zrobi moje serce pulchło, a mi zrobiło się bardziej gorąco. Pocałował mnie.
- Chciałbym podziękować wszystkim za wspólną jazdę. Mam nadzieję, że spędziliście państwo miły wieczór i wkrótce do nas powrócicie. - z naszego małego świata wyrwał nas głos mężczyzny. Delikatnie odsunąłem się od chłopaka, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. Poczułem najprawdziwszy zawrót głowy, taki, jakiego doświadcza się, gdy nagle skończy się przejażdżkę w wesołym miasteczku.
Ilość słów: 1807
Pomysły zaczerpnęłam z książki
Obiecaj mi R.P. Evans.
Fanfiction pojawiło się na wattpadzie, zapraszam i również tam. Rozdział chyba zasługuje na waszą opinię?