Chłopaki odciągnęli go od zdemolowanej części samochodu. Nie wyrywał się, nie wrzeszczał, nie uciekał. Zrobił kilka kroków do tyłu. To była jego reakcja. Filmowy napad histerii ominął historię szóstki przyjaciół.
Wierzchem krwawiącej dłoni wytarł usta, zabrał swoją koszulę z rąk mężczyzn i odwrócił się. Każdy wstrzymał powietrze, oczekując odejścia bez kolejnej informacji. Ostatecznie jakby nigdy nic usiadł na krawężniku. Położył nogi na asfalcie, mając daleko to, czy będą jechać samochody, czy też nie. Wyglądał, jakby pod niebem pełnym gwiazd siedział sam, jedynie myśląc.
Będzie to wspomnienie nie zaliczające się do przyjemnych wspomnień (jakichkolwiek pozytywnych wspomnień), ale co mamy do gadania na ten temat? Za każdym razem będzie czychać za nami, by postukać od tyłu w ramię i posłać gorzki uśmiech.
*:・✧*:・✧
Żałowałem, że nie zabrałem ze sobą dzisiaj okularów przeciwsłonecznych. Słońce raziło mnie ciągle w oczy, musiałem mieć spuszczoną głowę, by jakoś się orientować w terenie. Było to z lekka drażniące, ale chyba nic mi się nie stanie. Gdy wpadłem na czyjeś ramię, szybko przeprosiłem.
- Oh, cześć Louis! - uniosłem głowę, zrobiłem dłonią daszek i uśmiechnąłem się do Liama.
- Hej. - zachichotałem, wywołując jego uśmiech. Miło.
- Gdzie tak pędzisz? - odwrócił się, po czym ruszył ze mną ramię w ramię. Zagryzłem delikatnie wargę.
- Do... egh, chłopaka?
- Nie wiem czy chcesz mnie spławić tym, czy jesteście w statusie "to skomplikowane".
- Ta, zostańmy na statusie. - mruknąłem, milknąc już. Czy jesteśmy razem? Byliśmy na randkach, pocałowaliśmy się, Harry zawsze mnie do siebie tulił. Chciałbym, by znów mnie przytulił.
Kilkanaście domków później, wreszcie wszedłem na podjazd Harry'ego. Zostawiłem kolegę na chodniku, prosząc o kilka minut. Jakby miał jakiś wybór. Już szedłem w kierunku drzwi, gdy usłyszałem jego śmiech. Odwróciłem się w kierunku garażu. Stał na zewnątrz, tyłem do mnie. Westchnąłem cichutko i niepewnym krokiem zaszedłem go od tyłu. Całe ręce miał zabandażowane, aż po nadgarstki. Jego policzek zdobiły prostokątne plasterki, gojące ranę. Nadal wyglądał pięknie.
- Szybki jesteś. - mruknąłem, patrząc jak dwójka obcych mi mężczyzn wstawia nową szybę. Patrzałem się na nich, kątem oka dostrzegając jego spojrzenie. Uniosłem głowę po chwili ciszy. Nie widziałem jego oczu, uniemożliwiały mi to cholerne okulary przeciwsłoneczne, za które mógłbym oddać teraz buta.
- Czasami trzeba. - wzruszył ramieniem, po chwili znowu patrząc na "robotników". Odwrócił głowę, reakcja jaką dostrzegłem to zaciśnięcie szczęki. Cholera. Lekko syknął, spojrząłem na jego rozluźniającą się rękę. Śnieżnobiały materiał zyskiwał powoli krwistą barwę. Ścisnął mi się żołądek, złapałem szybko ale ostrożnie jego dłoń. Zmrużyłem oczy na te cholerne słońce. Poczułem jak wymskła mi się ona z rąk. Jedna warstwa między nami. Blisko a jednak daleko. Ściągnął oprawki i powoli wsunął na mój nos, pod koniec odgarniając włosy za uszy. Zero warstw. Dotyk. Teraz widziałem jego zieleń, póki nie odszedł.
*:・✧*:・✧
- Caroline, kochanie, jeżeli zaraz nie zejdziesz to kurwicy dostanę! - krzyknąłem słodkim tonem, na jaki było mnie teraz jedynie stać. Wreszcie zlazła na dół, spojrzałem na jej ubiór, oceniając na względny, nie odkryła tyle ciała, bym odesłał ją na górę. Moje to moje. Nie publiczna lalka. - Trudno tak było zejść i mnie nie wkurwiać? - mruknąłem ironicznie. Objąłem ją w pasie i pocałowałem w policzek, przepuszczając w drzwiach. Niall siedział na schodkach, gapiąc się w swój telefon jak jakiś cud. Ostatnio straciłem z nim kontakt. Może po tym jak zaatakowali Louisa w jego domu. Spojrzałem na niego zwyczajnie, trącając go nogą. - Jedziemy - rzuciłem zza ramienia, otwierając dziewczynie drzwi od samochodu.
- Na prawdę chcesz jakiegoś pchlarza? - mruknąłem zirytowany, stojąc nad blondynką, podziwiającą małe zasrańce. Zamiast wziąć porządnego, cichego kota to ona chce grubego krasnala. Nie dostałem odpowiedzi. Sposób "pierdol się i nie wyrażaj swojego zdania". Sprytnie, kochanie. Odwróciłem głowę, widząc jak blondyn bawi się z najmniejszym psem, jakiego widziałem. Podszedłem do niego, ten zasraniec bynajmniej nie miał zeza a jego metrowy język nie czyścił podłogi. - Słodki - skomentowałem krótko i na temat. Spojrzał na mnie chwilę, potaknął mi i odstawił go do klatki.
- Nie mam czasu na psa. - tak, bo jesteś tak kurwa zajęty.
- Oh, Zayn, ten! - do moich uszu doleciał niechciany, rozradowany głos Caroline. Spojrzałem na czarnego zezozjeba. Niech ten dzień się skończy.
*:・✧*:・✧
Czarne walizki wylądowały pod drzwiami starego mieszkania. Dwójka byłych właścicieli wyszła za próg, już na zawsze żegnając się z tym domem. Poustawiane stosami brązowe kartony znikały w bagażniku czarnego samochodu. Louis obserwował jak jego rzeczy zapełniają przestrzeń bagażnika. Czuł się dziwnie. Niedawno stał na mrozie przed tymi drzwiami. Zmęczony walił w drzwi, za plecami słysząc głosy nowo poznanych przyjaciół. Teraz klucze wręczał szczęśliwej homoseksualnej parze. Wyglądający na nastolatka, blondwłosy chłopak uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłem gest, po odebraniu koperty z moim czekiem zszedłem ze schodków.
"Kompletnie wkurzony całą tą bajeczką waliłem pięściami w drzwi. Świetnie, ja kurwa jestem 3 godziny w innym miejscu niż powinienem a światła w salonie mojej psiapsiółeczki są zapalone. Śmiechy dobiegające z głębi w domu ucichły, gdy zrobiłem niezły hałas. Dwoje nowo poznanych ludzi stali za mną i śmiali się. Wywróciłem oczami wypuszczając powoli powietrze, by uspokoić swoje myśli. Odgarnąłem kilka kosmyków z czoła, które wyleciały z mojej czapki a ja nie miałem ochoty ponownie ich tam umieścić. Drzwi otworzył mi jakiś nieznajomy blondyn, spojrzałem na niego zdenerwowanym wzrokiem."
" - N-nie. - zaprotestowałem desperacko, dopiero teraz duże dłonie na moich biodrach mi przeszkadzały. Dopiero teraz jego gorący oddech na mojej twarzy zwrócił na mnie uwagę. Jego wargi znajdowały się za blisko moich, jak i reszta ciała. Lekko kładąc ręce na jego umięśnionej klatce piersiowej odepchnąłem go, ale nie na tyle, by się zachwiał czy coś. Nie podnosząc wzroku do góry, potykając się szybko powędrowałem do swojego pokoju. Przestraszyłem się."
"Moja głowa mówiła, że do nich nie pasuje. Jak zawsze, moja krytyka nie może się zamknąć. Nie zepsuło mi to jednak dobrego nastroju, czułem się swobodnie i tak chyba powinno być. Zaśmiałem się z żartu, jaki powiedział Harry. Spojrzał się na mnie z delikatnym uśmiechem, o boże, serce mi skoczyło. Był takim dupkiem ale nie powinienem go oceniać na podstawie jednego wydarzenia. Przecież nikogo nie zabił. Lekki rumieniec, jaki poczułem na swoich policzkach, zmusił mnie do odwrócenia od niego głowy."
"- Za 6 dni, dokładnie 1 lutego, są moje urodziny i postanowiłem cię na nie zaprosić. - trochę się zdziwiłem, że chce mnie zaprosić, gdzie będą sami jego znajomi. Uniosłem jeden kącik ust do góry, kiwając lekko głową na zgodę. Dlaczego miałbym nie iść? Będzie tam Julie i reszta, więc nie będę jednak taki obcy. - To impreza w klubie, sądzę, że niewielka, nie mam ochoty robić z tego najgłośniejszego wydarzenia w roku. - oboje zaśmialiśmy się na jego słowa.
- Nie ma sprawy, z chęcią się zjawię, by fałszować podczas śpiewania "sto lat". - wybuchł szczerym śmiechem, odgarniając z czoła za długie włosy. Mały banan nie schodził mi z warg, a delikatny rumieniec jak zawsze był towarzyszem."
"Przeleciałem wzrokiem po swoim odbiciu w lustrze. Mała nieuwaga, a już niebieskookiego nie było przy mnie. Zmarszczyłem brwi zerkając do najbliższego pomieszczenia, salonu, ale nie było go tam. Chciałem go zawołać, ale ktoś zastukał do drzwi. Pukanie się powtórzyło, tym razem głośniej. Trochę bałem się, ale podszedłem i otworzyłem je powoli. Zanim mogłem zobaczyć kto to był, zostałem pchnięty na plecy. Przerażony krzyknąłem, upadając boleśnie na podłogę.
- Witaj Horan, miło cię widzieć. - obca osoba wysyczała to nade mną. Przestraszony zamknąłem mocno oczy. Nie chciałem wiedzieć co się dzieje. Niekontrolowanie załkałem w dłoń i poczułem łzy w oczach. Serio, teraz będę płakać?
- Odejdź. - tym razem inny głos odezwał się. Uchyliłem lekko powieki, dostrzegając jak mężczyzna odpuszcza dłoń, w której ma broń. Ugryzłem mocno wargę i przeniosłem spojrzenie na drugiego. Przyglądał mi się uważnie, jednak ja nie widziałem za wiele. - To nie on, zwijamy się. - westchnąłem z ulgą, kiedy wyszli. Kiedy odzyskałem jakąś siłę, podniosłem się na nogi. Plecy cholernie mnie bolały, a szczególnie lewa łopatka.
- Kurwa, Louis, przepraszam. - chłopak podbiegł do mnie, biorąc mnie pod ramię. - Przepraszam.
- Kto to był? - zapytałem, ale nie dostałem odpowiedzi."
"Gdyby ktoś powiedziałby mi, że pod koniec lutego (gdzie trwa jeszcze zima), pójdę na randkę, zaśmiałbym się. A teraz? Stoję przed lustrem Julie, poprawiając swoje włosy, a lekkie dygotanie rąk utrudnia mi to zadanie. Mam ochotę zaśmiać się z samego siebie, ale mi to nie wychodzi. Ze zdenerwowania mam zaciśnięte gardło, a struny odmawiają posłuszeństwa. To jakbyś próbował grać na gitarze, ale mimo prób nie wydobywa się żaden dźwięk. Jedynie pusta melodia, uderzanych palców w drewno. Cisza. Zatrzymuję zsuwający się z mojego ramienia karmelowy sweter. Jest gruby, ale za to bardzo milusi. Kazał ubrać mi się ciepło, więc tak zrobiłem."
"Ten chłopak jest dla mnie jedną wielką zagadką."
"- Popatrz na gwiazdy, kruszynko. - Odchyliłem głowę, żeby im się przyjrzeć. Z daleka od świateł miasta gwiazdy były niezwykle dobrze widoczne, jasne i błyszczące. Wyglądały jakby ktoś staranie je polerował i powoli wieszał na ciemnym niebie, specjalnie dla nas. Dla tej chwili. Spojrzałem na jego piękną twarz, wsłuchując się w stukot końskich kopyt i szum sań gładko sunących po skrzypiącym śniegu. Powiewy wilgotnego wiatru mroziły mi twarz. Czułem się ogromnie szczęśliwy i bezpieczny - tu i teraz. Z nim."
"Odwróciłem głowę w stronę chłopaka, który powiódł palcem po moim policzku, wzdłuż kości szczękowej i zakończając na wargach. Delikatnie ujął obiema rękoma moją twarz, pochylając się lekko w moim kierunku. Wiedząc, co za chwilę zrobi moje serce pulchło, a mi zrobiło się bardziej gorąco. Pocałował mnie. "
Westchnąłem cicho i podszedłem do Harry'ego.
- Jedziemy?
- Tak.
ilość słów: 1604
Kurdę, lubię myśleć, że ktoś jeszcze to czyta. Pokażcie, czy mam rację.
Wattpad, zapodajcie gwiazdką - oa na wattpadzie
Czytam skarbie x świetny rozdział
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
Hej chcialam złożyć reklamacje :D nie distalam zawuadomienia o poprzednim rozdziale ale to nic moze po prostu nie zauwazylam? wiec ten rozdzial mnie przeraza nue wiem ci myslec po takim odstepie zaczne czytac od niwa bo gdyby nie wspomnienia o tych "3 cholernych godzinach na mrozie" to bym nie wiedziala jak zaczac to laczyc xd ale ogolem bardzo mi sie podoba czekam na next :)
OdpowiedzUsuń@BatmanSquirrel
już kiedy mi to przeczytałaś "Wreszcie zlazła na dół, spojrzałem na jej ubiór, oceniając na względny, nie odkryła tyle ciała, bym odesłał ją na górę. Moje to moje. Nie publiczna lalka." się śmiałam i nadal się śmieję XDD
OdpowiedzUsuńomg omg to to jest ten twój pomysł ksbasvfshgsf ♥ shit i tak trochę długi ci ten pomysł wyszedł XDD jaki to zaszczyt wiedząc, ze przyczyniłam się do tego, ze go wstawiłaś hehe
twoja karolcia ♥
omg nie mam nic do powiedzenia, poprostu świetny xx
OdpowiedzUsuń@syla200
Jej takie oa memories,uwielbiam x świetny rozdział x @Larreh3
OdpowiedzUsuńCzytam CUDNE, ZAJEBISTE, ADSSHYDVKRNKUSSJCXUGRHJKVXRNSUPER, CZEKAM NA NEXTA nie mam nic więcej do dodania xx @EFlegiel <3
OdpowiedzUsuńperf perf perf perf <3 / wera (najlepsza XD)
OdpowiedzUsuń