Wysiadłem z taksówki po oddaniu należnej kierowcy zapłaty, poprawiając szalik pod płaszczem. Mróz i śnieg zasiadł się wygodnie w Londynie, nie chcąc opuszczać najwidoczniej tego miejsca. Ostrożnie stąpając po zamrożonym chodniku ruszyłem ulicą. Dwa dni temu dopiero tu dotarłem, lecz chciałem już znaleźć dla siebie pracę. Nie wiedziałem co chcę robić, na razie praca w kawiarni nawet by wystarczała. Rozglądając się po dwóch stronach na razie nie dostrzegłem kartki z poszukiwaniem nowego pracownika. Idę dopiero minutę, czego ja oczekuję po tak krótkim czasie. Wsuwając dłonie do kieszeni mojego wierzchniego odzienia przemierzałem ten zakątek miasta. Może dzisiaj szczęście się do mnie uśmiechnie? Jak nie wrócę do mieszkania, to na pewno. Uśmiechnąłem się na tą myśl kierując swój wzrok na małego chłopczyka, który szedł ze swoimi rodzicami. Był bardzo szczęśliwy, gaworząc coś. Będąc po drugiej stronie drogi nie wiedziałem, co takiego mógł mówić. Odwróciłem swoją głowę i stanąłem, patrząc na szybę jakiejś kawiarenki. Przez wielkie okno mogłem się przyjrzeć wnętrzu. Karmelowe, przyjemne ściany okalały najróżniejsze obrazy, oprawione w czarną ramę. Z tej odległości nie mógłbym powiedzieć co dokładnie przedstawiają fotografie. Nie wziąłem okularów, w zimę nienawidzę nosić bo zamarzają. Zamrugałem powiekami rozglądając się po pomieszczeniu. Kwadratowe stoliki koloru ciemnego brązu przyozdobione uroczymi, gwiazdami betlejemskimi. Czerwień rośliny przyciągała oko, wyróżniając się z tłumu innych kolorów. Potężna lada dobrana kolorem do reszty drewnianych przedmiotów w pomieszczeniu stanowiła oddzielenie od reszty miejsca, gdzie klienci nie muszą zerkać. Westchnąłem cicho i wszedłem do środka, mijając się ze starszą panią.
- Dzień dobry, jestem Louis Tomlinson. - podchodząc do lady przywitałem się z dorosłym mężczyzną, który odpowiedział ciepłym uśmiechem. Dobre pierwsze wrażenie. - Zastałem kierownika? Chciałem się zapytać, czy jest wolne miejsce na ja...
- Witam, jestem kierownikiem, John Dallas. - z cichym śmiechem przerwał mój monolog. - Jeżeli poszukujesz pracy to bardzo dobrze się składa, bo szukam kogoś. Mój lokalik jest świeży, więc nie ma pracowników. - gestem dłoni zaprosił mnie za ladę. Rozebrałem się i niepewnie wkroczyłem za nią, odwieszając swoje rzeczy. Dopiero teraz zobaczyłem kobietę, która wycierając ręce w swój fartuszek podeszła wyciągając do mnie dłoń. Odwzajemniłem gest uśmiechając się słodko, zawsze próbować trzeba. Na moich policzkach zostawał jeszcze delikatny rumieniec, nie tylko przez mróz. Byłem nieśmiały, chociaż poznanie Nasha i zachowanie wobec przyjaciółki na to nie wskazywały. - Porozmawiasz z moją żoną i jeżeli ci się spodoba, nasz syn pokaże ci jak obsługiwać ekspres i tego typu rzeczy. - skinąłem lekko głową, idąc za kierowniczką. Aż sam się dziwię, że tak szybko się to toczy, skoro dopiero co wszedłem do środka. Za namową pani Dallas, jak sądzę, usiadłem na krześle po jednej stronie biurka.
Nie wiedziałem kiedy straciliśmy dwie godziny na rozmowie. Knajpka została szybciej zamknięta, bym dobrze zapoznał się ze wszystkimi zasadami. Dowiedziałem się, że ich wspomniany syn będzie to robił, kiedy jego rodzice opuszczą to miejsce. Dostałem szansę, tymczasowo będę dwa tygodnie "na spróbowanie", oczywiście nie za darmo, co mnie cieszyło. Moje CV zrobiło swoje. Dzwoneczek zawieszony nad drzwiami poinformował nas, że ktoś wszedł do środka. Odwróciłem się by zobaczyć kto będzie moim nowym nauczycielem i myślałem, że się roześmieję. Nash i Cameron odwiesili swoje płaszcze i odwrócili się w naszym kierunku.
- O, Louis! - zadowolony niebieskooki szybko znalazł się przy moim boku. Cameron z machnięciem dłonią powiedział, najwidoczniej swoim rodzicom co wywnioskowałem po użyciu "tato", że już mnie poznali. Tamci skinęli głową i wyszli, życząc nam miłego dnia. Spojrzałem wyczekująco na obojga chłopaków. Bez słowa poszliśmy za ladę, bym zaczął się uczyć.
harry.
Z ciężkim westchnięciem wpakowałem się na miejsce kierowcy swojego samochodu. Zapiąłem pasy i wsadziłem kluczyk do stacyjki. Nie do końca miałem ochotę się zgodzić, ale wymyślenie wymówki było bardziej skomplikowane niż odebranie nowego współlokatora Julie. Poza tym ładny ma tyłek. Pokręciłem głową i wsadziłem kluczyk do stacyjki, od razu go przekręcając. Może ten tyłek zrekompensuje utracone paliwo.
Cierpliwie i ładnie stoję czekając aż ktoś otworzy mi te jebane drzwi. Wzdycham z irytacją, ponownie szarpiąc za klamkę wejścia do jakiegoś lokaliku. Mają minutę, inaczej szyba wyparuje z ram okiennych i nieśpiesznie będzie mi przykro z tego powodu. Ponownie zastukałem w szybę, gdy wreszcie usłyszałem przekręcany klucz w zamku. Głowa jakiegoś chłopaka wychyliła się, uśmiechnąłem się do niego sztucznie nie kryjąc tego. Po chwili uświadomiłem sobie, kto przede mną stoi i zanim zdołał zatrzasnąć mi przed nosem wejście, szarpnąłem wchodząc nonszalancko do środka. Ostrożnie je zamknąłem za sobą i z uśmiechem zwróciłem się w kierunku chłopaka, który stał patrząc na mnie trochę przestraszony. Wywróciłem oczami przeczesując palcami włosy. Zanim mogłem coś powiedzieć za Grier'em pojawił się ten od Julie i mój kochany Dallas. Taki opalony a trochę zbladł widząc moją cudną osobę. By nie robić żadnych scenek, poczekałem aż Louis się ubierze. Kiedy był gotowy odprowadziłem go do wyjścia, rzucając spojrzenie na dwójkę.
*:・✧*:・✧
- N-nie. - zaprotestowałem desperacko, dopiero teraz duże dłonie na moich biodrach mi przeszkadzały. Dopiero teraz jego gorący oddech na mojej twarzy zwrócił na mnie uwagę. Jego wargi znajdowały się za blisko moich, jak i reszta ciała. Lekko kładąc ręce na jego umięśnionej klatce piersiowej odepchnąłem go, ale nie na tyle, by się zachwiał czy coś. Nie podnosząc wzroku do góry, potykając się szybko powędrowałem do swojego pokoju. Przestraszyłem się.
Ilość słów: 856
Yay! Wreszcie dokończyłam marny, jak reszta mojej pracy, rozdział, który jest zajebiście krótki.. Co sądzicie o końcówce? Moim zdaniem nie trudno jest się domyślić kto uciekł hahaha.
Tak baardzo chciałabym aby pierwszy raz było tutaj 20 komentarzy.
- Dzień dobry, jestem Louis Tomlinson. - podchodząc do lady przywitałem się z dorosłym mężczyzną, który odpowiedział ciepłym uśmiechem. Dobre pierwsze wrażenie. - Zastałem kierownika? Chciałem się zapytać, czy jest wolne miejsce na ja...
- Witam, jestem kierownikiem, John Dallas. - z cichym śmiechem przerwał mój monolog. - Jeżeli poszukujesz pracy to bardzo dobrze się składa, bo szukam kogoś. Mój lokalik jest świeży, więc nie ma pracowników. - gestem dłoni zaprosił mnie za ladę. Rozebrałem się i niepewnie wkroczyłem za nią, odwieszając swoje rzeczy. Dopiero teraz zobaczyłem kobietę, która wycierając ręce w swój fartuszek podeszła wyciągając do mnie dłoń. Odwzajemniłem gest uśmiechając się słodko, zawsze próbować trzeba. Na moich policzkach zostawał jeszcze delikatny rumieniec, nie tylko przez mróz. Byłem nieśmiały, chociaż poznanie Nasha i zachowanie wobec przyjaciółki na to nie wskazywały. - Porozmawiasz z moją żoną i jeżeli ci się spodoba, nasz syn pokaże ci jak obsługiwać ekspres i tego typu rzeczy. - skinąłem lekko głową, idąc za kierowniczką. Aż sam się dziwię, że tak szybko się to toczy, skoro dopiero co wszedłem do środka. Za namową pani Dallas, jak sądzę, usiadłem na krześle po jednej stronie biurka.
*:・✧*:・✧
Nie wiedziałem kiedy straciliśmy dwie godziny na rozmowie. Knajpka została szybciej zamknięta, bym dobrze zapoznał się ze wszystkimi zasadami. Dowiedziałem się, że ich wspomniany syn będzie to robił, kiedy jego rodzice opuszczą to miejsce. Dostałem szansę, tymczasowo będę dwa tygodnie "na spróbowanie", oczywiście nie za darmo, co mnie cieszyło. Moje CV zrobiło swoje. Dzwoneczek zawieszony nad drzwiami poinformował nas, że ktoś wszedł do środka. Odwróciłem się by zobaczyć kto będzie moim nowym nauczycielem i myślałem, że się roześmieję. Nash i Cameron odwiesili swoje płaszcze i odwrócili się w naszym kierunku.
- O, Louis! - zadowolony niebieskooki szybko znalazł się przy moim boku. Cameron z machnięciem dłonią powiedział, najwidoczniej swoim rodzicom co wywnioskowałem po użyciu "tato", że już mnie poznali. Tamci skinęli głową i wyszli, życząc nam miłego dnia. Spojrzałem wyczekująco na obojga chłopaków. Bez słowa poszliśmy za ladę, bym zaczął się uczyć.
harry.
Z ciężkim westchnięciem wpakowałem się na miejsce kierowcy swojego samochodu. Zapiąłem pasy i wsadziłem kluczyk do stacyjki. Nie do końca miałem ochotę się zgodzić, ale wymyślenie wymówki było bardziej skomplikowane niż odebranie nowego współlokatora Julie. Poza tym ładny ma tyłek. Pokręciłem głową i wsadziłem kluczyk do stacyjki, od razu go przekręcając. Może ten tyłek zrekompensuje utracone paliwo.
Cierpliwie i ładnie stoję czekając aż ktoś otworzy mi te jebane drzwi. Wzdycham z irytacją, ponownie szarpiąc za klamkę wejścia do jakiegoś lokaliku. Mają minutę, inaczej szyba wyparuje z ram okiennych i nieśpiesznie będzie mi przykro z tego powodu. Ponownie zastukałem w szybę, gdy wreszcie usłyszałem przekręcany klucz w zamku. Głowa jakiegoś chłopaka wychyliła się, uśmiechnąłem się do niego sztucznie nie kryjąc tego. Po chwili uświadomiłem sobie, kto przede mną stoi i zanim zdołał zatrzasnąć mi przed nosem wejście, szarpnąłem wchodząc nonszalancko do środka. Ostrożnie je zamknąłem za sobą i z uśmiechem zwróciłem się w kierunku chłopaka, który stał patrząc na mnie trochę przestraszony. Wywróciłem oczami przeczesując palcami włosy. Zanim mogłem coś powiedzieć za Grier'em pojawił się ten od Julie i mój kochany Dallas. Taki opalony a trochę zbladł widząc moją cudną osobę. By nie robić żadnych scenek, poczekałem aż Louis się ubierze. Kiedy był gotowy odprowadziłem go do wyjścia, rzucając spojrzenie na dwójkę.
*:・✧*:・✧
- N-nie. - zaprotestowałem desperacko, dopiero teraz duże dłonie na moich biodrach mi przeszkadzały. Dopiero teraz jego gorący oddech na mojej twarzy zwrócił na mnie uwagę. Jego wargi znajdowały się za blisko moich, jak i reszta ciała. Lekko kładąc ręce na jego umięśnionej klatce piersiowej odepchnąłem go, ale nie na tyle, by się zachwiał czy coś. Nie podnosząc wzroku do góry, potykając się szybko powędrowałem do swojego pokoju. Przestraszyłem się.
Ilość słów: 856
Yay! Wreszcie dokończyłam marny, jak reszta mojej pracy, rozdział, który jest zajebiście krótki.. Co sądzicie o końcówce? Moim zdaniem nie trudno jest się domyślić kto uciekł hahaha.
mówiłam, że loffki i kiski XDD
OdpowiedzUsuńświetny, czekam na next'a x
OdpowiedzUsuńEeeeeej napisałaś że to jest dawka nudy i beztalencia a ja tu widzę Dawkę ekscytacji i talentu! Kłamiesz to nie fair :P Po pierwsze jestem taką ciotą, że nie zrozumiałam nic nic nic z ostatniego strofu więc naprawdę przepraszam idę czytać jeszcze raz :D Dobra już przeczytałam i nadal nie czaję (jestem idiotyczna xD) ale coś mi świta :0 Nie martw się o komentarze! Zapewne ci którzy ich nie dodają sa tak wniebowzięci aż musieli zapomnieć lub bali się, że źle opiszą jakie to cudo! Mam chcice na następy rozdział zmuszę 20 osób żeby dodały komentarz :D
OdpowiedzUsuń@niewidoczna_
trochę się pogubiłam, ale spoko :D
OdpowiedzUsuńrozdział jest okey :P
@boobmixer_
nie jest marny! twoje rozdziały są zawsze ciekawe (:
OdpowiedzUsuń@marveljaisus
Jest świetny :) mam swoją teorię na temat końcówki, ale na razie będę cicho i poczekam aż się wyjaśni i wtedy się dowiem czy man rację :p @girl_lovesdraco
OdpowiedzUsuńJest super,czekam na kolejny x
OdpowiedzUsuńpowiem tylko jedno to jest ZAJEBISTE :D, oby tak dalej, świetnie piszesz. Czekam na następny buźki xx @syla200 Była bym wdzięczna gdybyś mnie informowała o kolejnych rozdziałach :*
OdpowiedzUsuńjest super, oby tak dalej. będę wdzięczna jeżeli będziesz mnie informowała o kolejnych rozdziałach xx @syla200
OdpowiedzUsuńNie będę ukrywać, że w tej końcówce się pogubiłam.. No bo Harry wbija do kafejki i Louis tak bez niczego z nim idzie, chociaż chuj wie skąd wie kim on jest xd a potem jeszcze dochodzi do zbliżenia i Lou ucieka do pokoju, jak jeszcze przed sekundą byli w kafejce.. Huh? Xd
OdpowiedzUsuń